Karta historii (8): medycyna cz. 2


Za dwa dni nie czekając na nic pojechałem do Bielska – do dr Kaźmierowicza. To był w tamtym czasie lekarz, do którego jeździły kluby I-ligowe. Miałem przyjemność poznać go wcześniej grając jeszcze w GKS Tychy. Był to starszy, dystyngowany pan, który miał specyficzny sposób leczenia. Podając zastrzyk ampułkę trzymał w zamkniętej dłoni, by nie można było odczytać nazwy leku. W kilkunastodniowym odstępie zrobił mi dwa zastrzyki w okolice kręgosłupa. Pamiętam niewyobrażalnie długą igłę i piekielnie długi czas wkłuwania się w odpowiednie miejsce. Był strach, ale i pełne zaufanie. Po drugim zastrzyku w niedługim czasie ból bezpowrotnie minął i do dziś się nie pojawił. Tamtą wizytą przetarłem szlak również dla „Rozwoju”. Od tego czasu byliśmy równie mile widziani jak „Ruch” Chorzów – ulubiony klub doktora.

Potem, w niedługim czasie, nastała era dr Konika – znakomitego ortopedy – traumatologa. Heniu, nasz lekarz klubowy, pomógł licznej rzeszy naszych zawodników, bo z biegiem czasu drużyn i piłkarzy zaczęło w naszym klubie przybywać. Obecnie nad stanem zdrowia licznej rzeszy zawodników czuwa dr Rafał Markowski.

Oprócz lekarza klubowego bardzo dużą rolę odgrywa również Służba Medyczna obecna na każdym meczu mistrzowskim. Zwykle jest to pielęgniarka lub sanitariusz przeszkolony do udzielania pierwszej pomocy oraz opatrywania drobnych ran, otarć itp. Oczywiście przysłowiowym najlepszym i najpopularniejszym lekiem jest zamrażacz, zwany kiedyś chlorkiem. Z całej plejady osób, które przewinęły się przez nasz klub najbardziej pamiętam Stasia – barwnego, sympatycznego Starszego Felczera (taki nosił tytuł) oraz Adasia Magnera, świetnego kolegę, związanego z klubem przez wiele lat.

Im wyższa klasa rozgrywkowa tym temat odnowy biologicznej jest poważniej traktowany. Wydaje mi się, że nie mamy się czego wstydzić. Stopniowo powiększająca się oferta urządzeń, z których mogą korzystać zawodnicy jak i zaangażowanie Maćka Mozesa chyba są adekwatne, a nawet przewyższające klasę rozgrywkową, w której obecnie występujemy.

Na koniec trochę o preparatach wzmacniających dla zawodników. Patrząc na przebogatą ofertę różnych środków z rozrzewnieniem wspominam czasy, kiedy środkiem pobudzającym do gry była kawa, czekolada, a czasami Glucardiamid (pastylki do ssania). Kawa i czekolada w czasach kartek na żywność towar tak bardzo deficytowy, że samo zdobycie ich, nie mówiąc o spożyciu, już bardzo wzmacniało!

autor: Paweł Wawoczny