
Komentarz Bartosza Golika, bramkarza i kapitana Rozwoju, po sobotnim sparingu z MRKS-em Czechowice-Dziedzice.
– Wbrew pozorom, mimo porażki 0:2, sparing w Czechowicach oceniam bardzo pozytywnie. W pierwszej połowie graliśmy składem bardziej doświadczonym i z mojej perspektywy było widać, że mamy przewagę. Brakło wykończenia, odpowiedzialności za piłkę i w kryciu w naszym polu karnym. Przez to straciliśmy bramkę po rzucie rożnym. Mamy deficyty, nad którymi musimy pracować na treningach. Widać jednak, że idziemy do przodu, nasza gra dla oka jest taka, że może się podobać.
– W drugiej połowie wystąpiła już sama młodzież, najstarszy zawodnik miał 20 lat, reszta to nawet 15-latkowie. Chłopaki oddają serce, a przeskok z piłki juniorskiej – juniora starszego czy tym bardziej młodszego – jest ciężki. Mają mało czasu, by się otrzaskać, ale wierzę, że przy nas, starszych zawodnikach, będą wyglądać coraz lepiej i swoim doświadczeniem będą też pomagać juniorskim zespołom.
– Dobrze czuję się w tej szatni. Trzon został, chłopaki są głodni gry, a taki powiew świeżości czasem przyda się klubowi, szatni. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Jestem w szatni najstarszy, ale widzę po młodych chłopakach, że też są dojrzali, dobrze się z nimi rozmawia. Zmiana pokoleniowa następuje płynnie.
– Praca w okresie przygotowawczym póki co przebiega zgodnie z planem. Zdarzają się urazy, ale są typowe dla tego czasu. Nie ma poważnych kontuzji – i oby tak zostało. Musimy przede wszystkim biegać, wzmacniać się na siłowni. Ciężki czas przed chłopakami, ale w ich młodym wieku regeneracja przebiega najszybciej. To, że jeszcze na tydzień przed mikrocyklem startowym będziemy na obozie, też nie oznacza, że w którymś momencie odpuścimy. Ciężka praca musi być i to przyniesie efekty. Z mojej perspektywy już teraz na sparingach je widać. Mam nadzieję, że w oczach trenerów, kibiców, też stopniowo wygląda to coraz lepiej.
